poniedziałek, 14 lipca 2014

Czerwcowy śmietnik



Wracam z postem o zużyciach. Staram się na bieżąco zużywać wszelkie otwarte produkty, nie magazynuję kosmetyków i nie robię wielkich zapasów. Jedynym wyjątkiem są rzeczy wypróbowane, ale mimo wszystko nie mam dużo produktów i jest to głownie pielęgnacja. Kolorówka nie pasjonuje mnie aż tak bardzo, nie posiadam wielu rzeczy do makijażu (no może z wyjątkiem szminek) i zanim je zużyje mija trochę czasu. 
Tak więc w czerwcu do kosza trafiły same pielęgnacyjne opakowania. Ale po kolei, od górnego rzędu zaczynając:

Body slim shaping gel, Planeta Organica
Kosmetyk ujędrniający w żelowej formie dający efekt chłodzenia. Używałam w cieplejsze dni, żeby nie było nieprzyjemnego uczucia zimna. Średnio wydajny, średnio działający. Plus za naturalny skład, ale nie kupię ponownie.
LaciBios, Femina Protecta
Bardzo delikatny płyn do higieny intymnej, nie przesuszał, nie jest perfumowany i nie napakowany drażniącymi detergentami. Poza tym ciężko mi coś więcej o nim napisać, ale zdecydowanie lepszy od popularnego Lactacydu czy drogeryjnych koszmarków z sls. Pewnie kupię ponownie, ale może inną wersję dla wypróbowania.


 Isana antyperspirant.
 Na co dzień staram się używać dezodorantu bez aluminium, ostatnio z Sanolflore. Czasem jednak potrzebuję czegoś mocniejszego. Wtedy wybór padał zazwyczaj na niezawodną kulkę Vichy, ale jakiś czas temu wpadł przypadkowo w moje posiadanie dezodorant z Rossmana i byłam z niego zupełnie zadowolona. Kupiłam niedawno kolejne opakowanie.

Garnier, płyn micelarny.
Zdecydowanie odkrycie tego roku. Dotychczas moim ulubieńcem była Bioderma, ale Garnier ją zdetronizował, takie samo działanie, a cena świetna. Mam już kolejne butle w zapasie, w dodatku kupione za ok 12 zł. Świetny produkt.

Joanna, Naturia odżywka z makiem i bawełną.
Odżywka bez spłukiwania, która bardzo ładnie pachnie, wielkich efektów nie daje, ale pomaga w rozczesywaniu włosów. Zużyłam już kilka opakowań, z całej serii Joanny moim ulubieńcem jest jednak ta z pokrzywą. Ciągle szukam jakiejś lekkiej odżywki bez spłukiwania, ale nie mam pomysłu jaką teraz kupić. 

Organic Therapy, Total clean face mask.
Świetna, naturalna maska. Super oczyszcza, nie podrażnia w dodatku jest wydajna. Złuszcza martwy naskórek w delikatny sposób, ale efekt odświeżenia jest od razu widoczny. Ma świetny skład m.in.ekstrakt z białej trufli, kaolin, oczar wirginijski. Z tej serii mam maskę z masłem shea i też jest bardzo dobra. Pewnie kupię ponownie.




Wreszcie udało mi się też zużyć szampony i odżywki z Planeta Organica. Z żadnego produktu nie jest jednak zadowolona. Turecka i marokańska odżywka były na prawdę przeciętne. Natomiast marokański szampon mocno oczyszczał, przedłużał świeżość włosów, ale zbyt częste stosowanie skutkowało swędzącą skórą. Wersja turecka szamponu była za to łagodniejsza, ale trochę za bardzo obciążająca. Nie wrócę zdecydowanie do tych produktów.


Organique, Shea butter body balm
Bardzo wydajne  masło o świetnym zapachu. Opakowanie starczyło mi na ok 5 miesięcy, smarowałam nim głownie stopy i ręce i byłam bardzo zadowolna z efektów - miękka, odżywiona skóra. Zostawia tłuste ślady więc lepiej używać masła na noc, ja spałam w specjalnych rossmanowskich skarpetkach i rękawiczkach :) Kupię ponownie, ale inną wersję zapachową.

Na zdjęciu pojawiły się też perfumy Oriflame, Mirage Daydream. Zapach podobny do Candy Prady, dlatego się polubiliśmy. Jakoś kusi mnie zawsze mocno nuta cedrowa.
Zużyłam też pisak z Essence pomagał w poprawkach przy nakładaniu lakieru, ale nie wiem czy go potrzebuję do życia.
Do kosza trafiło też opakowanie odżywki do rzęs Eveline Advance volumiere, która ku mojemu zaskoczeniu rzeczywiście działa. Po ok miesiącu stosowania rzęsy były dłuższe, wyrastało mnóstwo nowych, w dodatku odżywka była bardzo wydajna. Warto ją kupić, zdecydowanie.

Poza tym zużyłam miniaturę balsamu do ciała Caudalie, który był bardzo słaby, nie nawilżał specjalnie, zapach i konsystencja też kiepskie. Bioderma Sebium Al to też specyfik nie dla mnie. Do kosza wpadła Estetica, Złota maska 24 k, również dosyć przeciętna.
Uff, to chyba tyle o odpadach.

poniedziałek, 4 listopada 2013

Z cyklu doświadczenia na ludziach - skarpety złuszczające


Dzisiaj będzie o skarpetach. Wrażliwych przestrzegam przed oglądaniem zdjęć. Są cudownie obrzydliwe.

Dzięki blogom odkryłam kolejny interesujący produkt - skarpetki peelingujące, czyli przekładając na bardziej stylowy język : eksfoliating foot mask. Moje kupiłam z firmy PUREDERM i zamówiłam na allegro za 23 zł już z przesyłką.
Jeżeli chodzi o moje stopy to jest to wybitnie suchy przypadek, przez co potrafią nawet pękać i zimą i latem. Dodatkowo szczególnie o nie dbam i nie nawilżam specjalnie bo:
a. nie lubię lepkich stóp
b. nie chce mi się
Tak więc porządne złuszczanie było wielce wskazane. Po założeniu i zdjęciu skarpet  miałam przez kilka godzin uczucie chłodu, a na drugi dzień już było widać, że skóra jest ciemniejsza i bardziej zgrubiała. Łuszczenie zaczęło się 4 dnia i trwało ok. tydzień. Generalnie wyglądałam jakbym miała ostrą grzybicę, a przynajmniej dostałam taki komplement w trakcie złuszczania :) Po całej kuracji stopy ładnie się wygładziły, jestem bardzo zadowolona z efektu, chociaż myślę, że piętom przydałaby się jeszcze powtórka, bo trochę brakuje im do idealnego stanu. Na pewno kupię skarpety ponownie, może tym razem z innej firmy, albo jakieś jeszcze "mocniejsze". Ale te z Purederm mogę spokojnie polecić.

Aha, warto codziennie moczyć dłużej stopy w trakcie złuszczania i mieć na uwadze, że przez jakiś tydzień będą to stopy zombie.

A oto sprawca:




 To zdjęcia z 4 dnia, czyli pierwsze łuszczenie:







wtorek, 29 października 2013

Idzie nowe

A raczej przyszło nowe. Z internetowej apteki, bo kosmetyki Avene stacjonarnie mają często bardzo zawyżoną cenę. W ogóle jeśli idzie o pielęgnację, to wyznaję zasadę złotego środka. Trochę natury, trochę nauki. Czyli kosmetyki ekologiczne, czasem sprawdzone dermokosmetyki, albo po prostu produkty z dobrymi, aktywnymi składnikami bez śmieciowych wypełniaczy.

Lubię markę Avene chociaż szału ona specjalnego nie robi :) Zamówiłam lekki krem nawilżający i ochronny pod oczy, jako uzupełnienie pielęgnacji. Cudów się nie spodziewam.
A woda z Caudalie chodziła za mną od dłuższego czasu. Pierwsze wrażenie niestety jest średnie, bo chyba nie polubię się z jej zapachem. Hmm, tak to jest gdy się ma wielkie oczekiwania.


środa, 19 czerwca 2013

My wish list



Na początek, będzie trochę o marzeniach, niezbyt ambitnych, ale trochę kosztownych. To lista moich kosmetycznych pragnień z trochę wyższej półki. Rzeczy, które już wypróbowałam i te, które chcę dopiero przetestować.

wtorek, 18 czerwca 2013

Ahoj!



Pierwszego bloga zakładałam kiedy w polskim internecie jeszcze świtało. Był on mocno ambitno - patetyczny, czyli tłumacząc na język starych cyników- nieco śmieszny.